06

Dwa słońca i księzyc

Listopad 8, 2006, 23:39, Dodał: DruiD

Piękny sen barwy były żywe, było dużo jaśniej niż zazwyczaj na ziemi ! W tym samym momencie wschodziło jedno a zachodziło drugie słońce. Barwy były przepiękne kolory nieba cudne, spośród chmur wyłaniały sie słońca jedno na północy drugie na południu. A pośrodku nich na szczycie wisiał księżyc wyłaniający się spośród chmur. Kolory były jaśniejsze żywsze dużo bardziej promieniste i głębokie niż zazwyczaj. Biegalem po pokojach by oglądać ową piękną sytuacje aż w końcu zbiegłem do salonu gdzie robiłem zdjęcia Canonem brata mojego, byłem bardzo podekscytowany ! podniecony ! Słońca wędrowały To z północy na południe a południowe na północ.

29

ParanoicAndroic

Październik 29, 2006, 23:31, Dodał: DruiD

Wysiadlem z autobusu z HellSonem i :) wdepnalem w gowno tak jak i on ... nastepnie znalazlem jakis patyk i zaczalem wydlubywac owa kupe spomiedzy szpar buta gdy juz skonczylem udalem sie dalej. I ujzalem jak moj kolega HellSon robil to samo co ja wczesniej tylko ze palcem znajdywal sie obok przyjatnku autobusowego w Rzeszowie ktory przypominal Janow ... Potem spotkalem Eweline i umowilem sie z nia do kina ale obok nas szedl jakis ciec i cos mendzil w kolko, tak ze nie dzalo sie porozmawiac na osobnosci, nastepnie gdy zniknelal po chwili pojawila sie jakas ekipa. ------------------------------------------------------------------------------------ Znajdowalem sie na jakiejs wyspie z ktorej nie bylo ucieczki cala wyspa byla bardzo dziwna bo zawieszona tak jakby nad woda ale byly tam jachty. Nie moglem z tamtad uciec gdyz jeden jedyny statek handlowy przybywal raz na rok. Przybyl i zabral mnie (tu sen sie urywa)

14

Sny z Lublina

Październik 19, 2006, 21:25, Dodał: DruiD

Sniło mi sie, ze jechałem samochodem uciekalem przed policja ;) w okolicach parku zgasilem swiatla i zajechalem w zatoczke obok domu kultury, wysiadlem i dopiero zaczela sie zabawa... nagle zjechaly sie samochody z typu (dzieci kwiatow) harleyowcy i inne subkulturki :) i pomyslalem ze szkoda ze nie wzialem ze soba poi :P ale nagle obok mnei zjawil sie edi ktory zaglowal z 4/5/6 nie pamietam dokladnie zgaszonymi pochodniami ;) poprosilem go zeby mi je rzucil i sam zaczalem krecic (wczesniej je podpalajac) stanalem na schodach domu kultury i wyrzucielm tak wysoko jedna pochodnie ze odbila sie ona od dachu domu kultury (przestraszylem sie myslac ze sie zapali) ale udalo sei i zlapalem ja w reke krecac dalej ...

19

Sny z dzisiaj :)

Październik 19, 2006, 21:17, Dodał: DruiD

Pierwszy sen był dość dziwny, a minowicie umarła w nim moja kochana babcia i byla podana data: sobota w ktora mialem byc w lublinie ale nie bylem (oO) sen byl dziwny bo byla w nim jej mama ... ktora juz nie zyje (babcia Kasia) ktora mowila mi o tym ze babcia umarła w sobote ... :/ straszny sen byc moze wywolany goraczką Nastpeny: Moj brat wybral sie na samotna wyprawe uazem na biegun na antarktyke ś badz antarktyde ... mial strasnze problem rozmawialem z nim ja i moja mama, podawalem mu pogode gdy w pewnym momencie sygnal z nim sie urwal, koniec snu(cia) ;)

00

Wiezowiec

Maj 19, 2006, 20:13, Dodał: DruiD

Plynalem na czyms dziwnym okraglym ;) i gdy dmuchalem pod spod wznosilo sie to nad woda ... wiec tak dmuchalem i wznioslem sie na gigantyczny budynek po czym zeskoczylem na niego .. / .. i tu prawdopodobnie drugi sen siedzac na tym budynku zaczalem cos majstrowac przy oknach a bylo to na wysokosci tak ogromnej :) wiec nie wiedzac jak zejsc bezpiecznie obmyslilem plan i jakos mi sie udalo... ale potem okazalo sie ze zapomnialem czegos zrobic i musze wejsc jeszcze raz na co ja ise nie zgodzilem ;)

00

Armagedon

Grudzień 12, 2005, 7:02, Dodał: DruiD

W transie miałem wizje apokalipsy ze sie modliłem. Widziałem Jezusa Aniołów (zmaterializowaną) postać Boga i 3 odmiany zła ... jak to można określić; Giganta, Goryla, i Czarnoksiężnika oni wszyscy zaatakowali mnie, niszczyli miasta klęczałem po środku. W okół mnie zło, zacząłem sie modlić Ojcze Nasz ... po chwili moja otoczka zaczęła się rozszerzać .. odpychając cale zło ... ale nagle goryl przebił sie przez ta otoczkę i wtedy z pomocą przyszedł mi Anioł ... gdy na zewnątrz otoczki było zło przyszedł Jezus i w chwile później spadła gwiazda ,gwiazda nie meteoryt, raczej jak dusza centrum złote z bardzo bardzo gęstymi promieniami po czym wszystko eksplodowało ja gdzieś odleciałem ale przeżyłem po czym zobaczyłem klasztor ... i w nim 4 mnichów którzy machali rekami ... jak gdyby wahadło w zegarze odmierzające czas i jednemu z owych mnichów podwinął sie rękaw i było widać kości ... potem to widziałem setki szkieletów które mnie atakowały i ogólnie leciałem przez szkielety... Tak wyglądałą moja wizja, która miałem w dzień zacmienia słońca. Ale czy to wizja dowiemy sie po fakcie ;)

01

Fake awake

Wrzesień 1, 2005, 13:05, Dodał: Redek

(Umowilem sie z pewna osoba o 3.00, polozylem sie spac o 00.00, na wszelki wypadek przystawilem sobie budzik do ucha :P) Podnosze sie z lozka, spogladam na braciszka - nadal spi. Odrazu zlapalem budzik ktory byl po mojej lewej... bylo troszkie ciemno wiec nic nie widzialem... zza okna wychodzil taki promien swiatla (pewno od latarni) wstawilem budzik w ten promien i patrze a tutaj 2.50, zrobilem to kilka razy aby sie upewnic czy sie nie myle. Usiadlem szybko do kompa... i nagle przyszedl SMS od tej osoby na ktora czekalem. Byl napisany naprawde drobnymi literami, ale mimo to przeczytalem go bez trudu: Eh... szkoda ze Cie nie bylo (zdziwilem sie bo jeszcze nie bylo 3.00)... zawiodlam sie na Tobie... ide na spacerek... nienawidze ( i w tym momencie obudzilem sie naprawde... do konca nie wiedzialem oco chodzi... poszedlem do kuchni po szklankie wody patrze a tutaj 4.20...a moj koffany budzik zatrzymal sie na 1.45... :D)

25

Twierdza

Sierpień 25, 2005, 17:54, Dodał: DruiD

No wiec na początku z tego co zapamietałęm :) widok byl jak w grze RPG albo jakeijs strategi ;) W tym snie gralem bylem jedna z tych postaci i wykonywalem misje w jakiejs Twierdzy. biegala za mna armia ludzikow ubranych w niebieskie czapeczki i bluzy (jak setlersi 3) bylem w podziemiach jak w Światynie Pierwotnego Zła takie same stoliki itd. Przeszedlem pare misji i dostalem nastepna misje tym razem dostac sie do jakis kolesi widok zmienil mi sie na normalny dostalem sie do nich. Powiedzialem im co mialem i kazali mi uciekać, bo juz po mnie szli jacys zolnierze. Jakos ucieklem chyba przez okno i wyladowalem na gzymsie 10 metro nad tarasem twierdzy ktory znajdowal sei ponad chmurami.czekali tam juz na mnie jacys ludzie chyba 2 mezczyzn i 1 ranna kobieta... stal obok nich jakis aly smiglowiec powiedzialem ze sie do niego nie zmieszcza ale na dole byl jeszcze jeden wiekszy taras od tego na ktorym juz bylismy. Nazwałem go bazą pentagonu :D Powiedzialem ze mam pomysl i skoczylem tam po jakis wielki smiglowiec ktorego w zyciu nie widzialem byl bardzo diwny bo mial chyba 5 kabin osobnych na kadlubie przypominal troche samolot a nie smiglowiec ale coz. Po chwili znalalzem sie na samej gurze tej twierdzy z moja mam i ciocia :D bo jakas starsza Pani umarła i zostawiła w domu jakis wielki skarb. Zacząłem przeszukiwac szawke po czym powiedzieli mi aby nie przeszukiwal szafki... a potem dorzucili dlaczego nie spojrzalem tu ... ( pomyslalem (bo to niebezpieczne)) zanim zdazylem to poweidziec mama albo cioca otworzyly koperte z ktorej rozlała sie czarna kaluza i (ktos kto to otworzyl krzyknal) uwazajcie!. Stalem na schodach myslem ze nic mi niegorzi bo bylem 3 schodki nad nimi ale nagle z tej kaluzy wylecialy jakies dziwne stworki male dziwne duszki czy jak to tam nazwac pzybieraly rozne ksztalty. Jeden siadl na ksiazke ktra trzymala moja mama i zmienil sie w pegaza ktory mial kolor zebry i byl zrobiony z papiery czy czegos takiego. Zrobilo sie zamieszanie nei wiedzialem co zrobic i juz mialem krzyknac zaklecie gdy... !!!!! WSTAWAJ CZEMU TAK DLUGO SPISZ!!!!! no i po ptakach :/

27

Choroba

Lipiec 27, 2005, 12:09, Dodał: Redek

Weszlismy do jakiegos pomieszczenia (ja i jakis starszy mezczyzna) Zostalismy tam wezwani w sprawie jakiejs smirtelnej choroby. Poddano nas testowi aby sprawdzic czy nie jestesmy jakimis laikami. Przyniesiono nam kota (lol) i kazano go wyleczyc. Ten mezczyzna, ktory przeszedl zemna, odrazu stweirdzil ze zwierze jest zdrowe. Zaliczylismy test, wszyscy gdzies poszli, a ja zostalem i wpatrywalem sie w oczy kota. Zobaczylem tam jakies dziwne szybko zmieniajace sie obrazy (ciezko je opisac...). Nastepnie wniesiono pacjeta, byl on calkowicie slepy i sparalizowany (to byly skutki choroby). Mezczyzna podszedl do niego, obejzal go dokladnie, ale nie mial pojecia jak go wyleczyc. Pacjet wyszeptal pare slow o wladcy, wiec sie do niego udalismy. Porozmawialismy z nim i nagle nasza uwage przyciagnal niewysoki mezczyzna z drewniana laska po naszej prawej stronie (stal niedaleko pacjeta). Wladca oswiadczyl nam, ze jest to nowy ale za to bardzo zaufany mag pracujacy na dworze. Zauwazylismy wokol niego dziwna poswiate z jakimis dziwnymi wyladowaniami, taka sama mial pacjet (tylko o wiele slabsza). Odrazu wywnioskowalismy, ze to on jest zrodlem tej choroby. Wtedy spojzal na nas i woda zaczela zalewac cale pomieszczenie, on swobodnie lewitowal sobie nad nia. Wladca kazal nam sie wynosil, twierdzac ze go rozgniewalismy tymi oskarzeniami. Wtedy moj towarzysz probowal walczyc z tym magiem, tworzac wodny wir, jednak to nic nie dalo, wiec postanowilem mu pomoc. Skoncetrowalem sie i stworzylem slup wody, ktory spowodowal, ze mag wpadl do wiru. Wtedy przybral normalne rozmiary, wladca coraz bardziej stanowczo kazal nam sie wynosic. Mag zaczal sie jakos dziwnie zachowywac, wiec moj towarzysz chwycil go za glowe zakrywajac mu oczy. Chcialem mu pomoc tak jak poprzednio wiec wyciagnalem rece aby tesh chwici go za glowe. Wtedy uslyszalem glos "Nie on jest za silny dla ciebie". Gdy go dotknalem uslyszalem jedynie smiech, wszystko zrobilo sie czarne (tak jakbym zamknal oczy), poczulem jak nadgarstwi wykrecaja i zostalem odrzucony. Probowalem otworzyc oczy we snie, jednak otworzylem je w realu. Obudzilem sie ze zdretwialymi nadgarstkami i karkiem

26

Zielarska impreza

Lipiec 26, 2005, 11:55, Dodał: Redek

Sen zaczal sie od dosc glupiej sytuacji... jakis grubas dostal pilka na stadionie i nie chcial jej oddac :D Kilku ochroniazy rzucialo sie na niego ale nic mu nie zrobilem, nagle sie potknal i zaczal spadac ze schodow na dol (dlaczego ja zawsze na dole... :D) Szybko podnioslem sie z miejsca i zaczolem uciekac. Wszedlem jak najwyzej i przysiadlem sie do jakichs ziomkow. Przywitalem sie z nimi, pierwszy probowal nauczyc mnie jakiegos specjalnego przywitania, (ktorego nie potrafilem zrobic, bo wydawalo mi sie ze koles ma 6 palcow u reki :P) Drugi sie prawie nic nie odzywal tylko rwal kartki (swirś :D) Postanowilismy jush wracac, tamten drugi przez cala drogie rozrzucal te karteczki i cos krzyczal... Wrocilismy (tylko dlaczego do mnie, przeciez ich nie znam nawet :D). Jeden z nich widac ze byl na glodzie, wiec zadzwonil do mojego braciaka po jakies dragi. Klucili sie troche ze moj braciak ma sam slaby shit, ale i tak zeby przyniusl. Za kilka minut zjawil sie z pigulami, chlopek wzial cala garsc, poszedl do lazienki i wszedl do wanny. Koles z ktorym zostalem w pokoju wyjasnil mi, ze na dlugo to nie wystarczy i trzeba udac sie do ich zaprzyjaznionego zielaza aby spozadzil cos mocniejszego. Gdy ten drugi wyszedl z lazienki wyszlismy na dwor pozbierac skladnikow . Zrywalismy jakies chwasty i zanieslismy je do jakiegos staruszka, ktory meiszkal w dosc sporym domku (normalnie tam jest hospicjum :P) Powiedzial nam ze brakuje jeszcze paru skladnikow, wiec tamtych dwoch, odrazu poszlo ich szukac, mnie zatrzymal na chwile staruszek aby dac mi jakis lisc... No nic dogonilem kolesi i usyszalem od nich ze w taka sucha pogode nic nie wyrosnie. Obejzalem sie dookola i zeczywiscie zadnej roslinki . Krzyknolem -DESZCZ! -gdzieś! -a nie przywidzialo mi sie. :D I nagle zaczelo tak lac (i szybko przestalo) ze roslinki odrazu wyrosly na wysokosc 2m :D Zebralismy to co musielismy i mielismy wracac, jednak wracalismy dluzsza droga. Przy piaskownicy siedzial jakis lysiejacy hipis w okularach itd. Dziwnie sie na mnie patrzyl. Udawalismy ze go nie widzimy i szlismy dalej. Nagle zaczal nas wolac, odwrocilismy sie, a ten chcial zebysmy podali mu pilke :D Podeszlem z jednym ziomkiem do niego i podalem mu to pilke (neich ma) a ta menda chwycila mnie za gardlo i rzucila na pare metrow. Trzymal jush tego drugiego kolesia, przypomnialem sobie o lisciu ktory dal mi staruszek, wyjolem go z kieszeni i powochalem. Zobaczylem taki zielony plomyk latajacy kolo mnie, ktory nagle wemnie uderzyl Poczulem naplyw jakiejs sily, schwicilem 2 kijki lezace kolo mnie i ruszylem pomoc koledze. Powalilem hipisa jednym ciosem, az polecal :D Z piaskownicy wyskoczyla jakas dziewczyna, widac ze byla wnerwiona (moze za to ze pobilismy jej znajomegoś :D) Zlapala koj opdobny do mojego (tylko troche dluzszy) i rzuciala sie na nas, Rozpetala sie bitwa na kije (co za inteligente rozwiazywanie sporow :D) Moj towarzysz tesh mial kijek, nie wiem skad (ale tesh byl dluzszy od mojego :( ) Glownie sie bronilismy, ale zadawalem nie liczne ciosy. Po chwili zobaczylem kolejny ogienek tym razem fioletowy Polatal sobie nad naszymi glowami i uderzyl w ta dziewczyne. Ona jednym ciosem poslala mojego kolege na dechy i koniec z nim. Rozegrala sie walka 1v1 ;. Idealne wyprowadzanie ciosow, bloki, uniki itd. Trwala dosc dlugo, az zaczelismy sie nia nudzic i zaczelismy sobie normalnie rozmawiac. Spytalem sie jej czy wie moze jakim cudem zyskalismy takie umiejetnosci walkiś Zanstanowila sie chwile i odpowiedziala (to glupio zabrzmi :P) ze dusze wielkich wojownikow, ktorzy tak dobrze znami sztuki walki, ze nikt nie mogl ich pokonac, wiec popelnili masowe samobojstwo :D wstapily w nasze talizmany. Cos jej odpowiedzialem nie pamietam doklanie co ale cos o wewnetrznej energi. Nagle nasze bronie zaczely sie swiecic (moja na zielono jej na fioletowo). Nagle probowala zadac ostateczny cios, cios znad glowy prosto w moja. Zlaczylem moje swiecace kijki na krzyz i probowalem zablokowac atak. Atak byl tak silny az upadlem na kolano. Wiedzialem ze nie odparuje tego ciosu bo jest za silny wiec szybko przeturglalem sie w bok i zadalem cios w noge, po ktorym upadla. Wyciagnolem do niej reke, aby pomoc jej wstac, uklonilismy sie sobie, podziekowalismy "duchom" i plomczyki odlecialy :D